W Gazecie Wyborczej przeczytałem o mężczyźnie, który za pomocą wykrywacza metalu znalazł skarb. Oto, co powiedział ten człowiek: Mam takie powiedzenie, które powtarzam sobie chodząc z wykrywaczem - opowiada szczęśliwy znalazca - "Duchy przeszłości zabierzcie mnie tam, gdzie znajdę monety". Ale tamtym razem nie wiem dlaczego zmieniłem słowo "monety" na "złoto"". Ktoś mnie wysłuchał i dlatego znalazłem ten skarb. - dodaje Herbert.
Jak widać, w życiu doczesnym nie tylko Bóg może pobłogosławić swoim dzieciom. Również szatan obdarowywuje, głównie pieniędzmi oraz sławą. Znane są z resztą przypadki gwiazd muzyki rozrywkowej, które zaprzysięgły swoją duszę diabłu i dzięki temu stały się sławne i bogate.
Przypominam jednak słowa naszego Pana, Jezusa Chrystusa: Cóż to człowiekowi pomoże, choć by cały świat pozyskał, a na duszy swojej poniósł szkodę?
Zwróć uwagę na fakt, drogi czytelniku, że diabeł jest panem zazdrosnym i nie lubi tracić swoich zdobyczy. Jeśli w tym życiu poprosisz szatana o błogosławieństwo, to spotkasz się z nim w życiu przyszłym, a on odbieże, co jego z procentem.
9 paź 2009
7 paź 2009
Eurosocjalizm? Damy radę!

Jak wiadomo, Komisja Europejska wprowadziła zakaz produkcji i sprzedaży żarówek tradycyjnych o mocy 100 Watt lub wyższej. Na szczęście nasz naród wyćwiczony w życiu w trudnych warunkach i wśród paraliżujących normalne życie przepisach prawnych, umie sobie poradzić również i z KE.
Przeżyliśmy zabory, faszyzm, komunizm - przeżyjemy też eurosocjalizm!
Z resztą dawne bimbrownie albo zagrody, w których za Niemca i Ruska potajemnie były hodowane świniaki, można przerobić na małe manufaktury żarówek :)
Etykiety:
eurosocjalizm,
państwo,
polska,
unia europejska
5 paź 2009
Dlaczego kobiety tak zaciekle bronią się przed równouprawnieniem?

Wyczytałem wyjątkowo interesujący wpis na blogu p. Joanny Senyszyn, byłej działaczki PZPR, obecnie europosła: Kobiet jest w Parlamencie Europejskim 35 proc. Za dużo, żeby nas nie zauważać. Za mało, żebyśmy miały najważniejsze stanowiska. Jesteśmy więc, a jakby nas nie było. Podziału łupów dokonują mężczyźni. Jednym słowem - polska norma.
Jak widać p. Senyszyn ubolewa nad tym, że kobiety nie okupują jeszcze większości, a przynajmniej połowy foteli w polskim i europejskim parlamencie. Zapewne, w głowie pani posłanki, roi się myśl, że przyczyną, podobnie jak każdego innego zła, i w tym przypadku jest męski szowinizm. Należałoby przy tym powołać pewnie jeszcze jedną komisję do spraw równouprawnienia kobiet i mężczyzn, a przy tym stworzyć parę urzędów dla swoich "asystentów". Ach ci mężczyźni!
Ale zaraz! Chwileczkę! Oto naszła mnie myśl nowa, która swemi blaskami opromieni być może nawet panią Senyszyn! Kto w Polsce ma prawa wyborcze? Kto decyduje o tym, że w parlamencie zasiadają w większości mężczyźni? Czyżbyśmy zapomnieli, że w naszym kraju, podobnie jak w całej Europie, prawa wyborcze mają również kobiety? A, jeśli przeglądam rocznik statystyczny, to wychodzi czarne na białym: kobiet jest więcej!
Spadłem z krzesła. Podnoszę się mozolnie i przystępuję do dalszego pisania, choć boli mnie ramię. Czy to oznacza, że w dzień wyborów mężowie zamykają swoje żony w komórkach a na wybory idą sami? O tak, to chyba najbardziej prawdopodobna hipoteza. Należałoby powołać urząd, który zapewni kobietom dostęp do urn wyborczych w dzień wyborów. A najlepiej wprowadzić przepis, który uczyni pójście na wybory obowiązkowym dla kobiet. I jeszcze jedno: przy urnie należy postawić komisję, która będzie przeglądać karty wyborcze przed ich wrzuceniem. Jeśli jakaś kobieta zagłosuje na mężczyznę, wtedy jej męża należy wsadzić do więzienia za psychologiczne wymuszenie na żonie preferencji politycznych.
A może jednak kobiety, z jakichś dziwnych powodów wolą, aby to mężczyźni nimi rządzili? Ale o tym ciiiiiichooooo! Bo przyjdzie pani Senyszyn i zamknie nas w psychuszce... Wszak tylko chory na bezobjawową schizofrenię mógłby uznać coś takiego za prawdę.
Jak widać p. Senyszyn ubolewa nad tym, że kobiety nie okupują jeszcze większości, a przynajmniej połowy foteli w polskim i europejskim parlamencie. Zapewne, w głowie pani posłanki, roi się myśl, że przyczyną, podobnie jak każdego innego zła, i w tym przypadku jest męski szowinizm. Należałoby przy tym powołać pewnie jeszcze jedną komisję do spraw równouprawnienia kobiet i mężczyzn, a przy tym stworzyć parę urzędów dla swoich "asystentów". Ach ci mężczyźni!
Ale zaraz! Chwileczkę! Oto naszła mnie myśl nowa, która swemi blaskami opromieni być może nawet panią Senyszyn! Kto w Polsce ma prawa wyborcze? Kto decyduje o tym, że w parlamencie zasiadają w większości mężczyźni? Czyżbyśmy zapomnieli, że w naszym kraju, podobnie jak w całej Europie, prawa wyborcze mają również kobiety? A, jeśli przeglądam rocznik statystyczny, to wychodzi czarne na białym: kobiet jest więcej!
Spadłem z krzesła. Podnoszę się mozolnie i przystępuję do dalszego pisania, choć boli mnie ramię. Czy to oznacza, że w dzień wyborów mężowie zamykają swoje żony w komórkach a na wybory idą sami? O tak, to chyba najbardziej prawdopodobna hipoteza. Należałoby powołać urząd, który zapewni kobietom dostęp do urn wyborczych w dzień wyborów. A najlepiej wprowadzić przepis, który uczyni pójście na wybory obowiązkowym dla kobiet. I jeszcze jedno: przy urnie należy postawić komisję, która będzie przeglądać karty wyborcze przed ich wrzuceniem. Jeśli jakaś kobieta zagłosuje na mężczyznę, wtedy jej męża należy wsadzić do więzienia za psychologiczne wymuszenie na żonie preferencji politycznych.
A może jednak kobiety, z jakichś dziwnych powodów wolą, aby to mężczyźni nimi rządzili? Ale o tym ciiiiiichooooo! Bo przyjdzie pani Senyszyn i zamknie nas w psychuszce... Wszak tylko chory na bezobjawową schizofrenię mógłby uznać coś takiego za prawdę.
Etykiety:
feminizm,
kobieta,
państwo,
polityka,
równouprawnienie
3 paź 2009
Blog multimedialny - 2009.10.03
O prawdziwych wyborach posłuchamy dzisiaj w kazaniu pastora Biernackiego, pt. Dopiero dzisiaj naprawdę wybierasz:
http://www.audio.protestanci.org/licznik.php?numer=226
Waga 19 MB
http://www.audio.protestanci.org/licznik.php?numer=226
Waga 19 MB
2 paź 2009
Pocałunek na pierwszej randce? Dla mnie jednak ważne z kim.
Na blogu pani Joanny Senyszyn, byłej działaczki komunistycznej, w chwili obecnej członkini SLD, wyczytałem recenzję podręcznika, który będzie pomagał w nauczaniu przedmiotu przygotowanie do życia w rodzinie. Pani Senyszyn pisze tak: Gimnazjaliści robiąc ćwiczenia dowiadują się, że „dążenie do zaspokojenia popędu seksualnego może przybrać formy zniekształcone, jak… homoseksualizm, biseksualizm, ekshibicjonizm, narcyzm, pedofilia, sadyzm, masochizm i in.” (ćwicz. Gim III-5, s.57). Autorzy do jednego wora wrzucają orientacje seksualne (homoseksualizm, biseksualizm), zaburzenia osobowości (narcyzm) i zaburzenia preferencji seksualnych (pozostałe wymienione). Mylą przestępstwa z chorobami, a choroby z popędem do tej samej płci. Są najwyraźniej niedokształceni, skoro nie wiedzą, że 17 maja 1990 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wykreśliła homoseksualizm z Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych. Stwierdziła również, iż żadna orientacja seksualna (w tym homoseksualna) nie jest zaburzeniem.
A więc p. Senyszyn twierdzi, że podręcznik prezentuje nieaktualne dane, jako że Światowa Organizacja Zdrowia orzekła, że homoseksualizm nie jest chorobą, mimo to, że kiedyś twierdziła, że jest chorobą. Nie można bowiem czegoś z listy wykreślić, jeśli się wcześniej na tę listę nie wprowadziło. Czy ŚOZ może być w tej kwestii dla nas autorytetem? Kto nadał jej prawo do orzekania, co jest normalne, a co nie jest? Co jest grzechem, a co nie jest? Na jakiej podstawie ŚOZ może być autorytetem dla Jana Kowalskiego, i jaka siła spowoduje, że Jan Kowalski zgodzi się, aby uczono jego syna, że to wszystko jedno, czy będzie sobie szukał chłopca czy dziewczyny, i czy na pierwszej randce pocałuje Tomka albo Anię?
Ale my nie chcemy wierzyć ŚOZ, która składa się z komunistycznych aparatczyków podobnych do p. Senyszyn. Nie chcemy ufać pseudonaukowym autorytetom, bo wszyscy pamiętamy, że różni są jegomościowie w białych fartuchach. Jedne białe fartuchy ratowały życie, inne udowadniały wyższość rasy aryjskiej nad słowianami. Jedne białe fartuchy pomagały w chorobie, inne białe fartuchy zamykały działaczy opozycyjnych w psychuszkach z rozpoznaniem bezobiawowej schizofrenii. A zatem nie każdy biały fartuch może być dla nas ostatecznym autorytetem. Ostatecznym autorytetem jest dla nas Bóg.
Tenże Bóg przedstawił nam w swoim Słowie, Piśmie Świętym, co jest normalne, a co nie jest. I nikt nie ma prawa wykreślić niczego z tego "rejestru" albo coś do niego dodać. Ten "rejestr", Pismo Święte, jest trwały i uniwersalny dla wszystkich pokoleń. Jest on też najpewniejszym poradnikiem w sprawach wiary, życia i moralności, i nikt, kto oparł na nim swoje życie, nie zawiódł się.
PS I jeszcze jedno: niech homoseksualiści uczą sobie swoje własne dzieci, jak chcą! :) Od cudzych dzieci - wara!
A więc p. Senyszyn twierdzi, że podręcznik prezentuje nieaktualne dane, jako że Światowa Organizacja Zdrowia orzekła, że homoseksualizm nie jest chorobą, mimo to, że kiedyś twierdziła, że jest chorobą. Nie można bowiem czegoś z listy wykreślić, jeśli się wcześniej na tę listę nie wprowadziło. Czy ŚOZ może być w tej kwestii dla nas autorytetem? Kto nadał jej prawo do orzekania, co jest normalne, a co nie jest? Co jest grzechem, a co nie jest? Na jakiej podstawie ŚOZ może być autorytetem dla Jana Kowalskiego, i jaka siła spowoduje, że Jan Kowalski zgodzi się, aby uczono jego syna, że to wszystko jedno, czy będzie sobie szukał chłopca czy dziewczyny, i czy na pierwszej randce pocałuje Tomka albo Anię?
Ale my nie chcemy wierzyć ŚOZ, która składa się z komunistycznych aparatczyków podobnych do p. Senyszyn. Nie chcemy ufać pseudonaukowym autorytetom, bo wszyscy pamiętamy, że różni są jegomościowie w białych fartuchach. Jedne białe fartuchy ratowały życie, inne udowadniały wyższość rasy aryjskiej nad słowianami. Jedne białe fartuchy pomagały w chorobie, inne białe fartuchy zamykały działaczy opozycyjnych w psychuszkach z rozpoznaniem bezobiawowej schizofrenii. A zatem nie każdy biały fartuch może być dla nas ostatecznym autorytetem. Ostatecznym autorytetem jest dla nas Bóg.
Tenże Bóg przedstawił nam w swoim Słowie, Piśmie Świętym, co jest normalne, a co nie jest. I nikt nie ma prawa wykreślić niczego z tego "rejestru" albo coś do niego dodać. Ten "rejestr", Pismo Święte, jest trwały i uniwersalny dla wszystkich pokoleń. Jest on też najpewniejszym poradnikiem w sprawach wiary, życia i moralności, i nikt, kto oparł na nim swoje życie, nie zawiódł się.
PS I jeszcze jedno: niech homoseksualiści uczą sobie swoje własne dzieci, jak chcą! :) Od cudzych dzieci - wara!
Etykiety:
apologetyka,
homoseksualizm,
małżeństwo,
rodzina,
społeczeństwo,
tolerancja
30 wrz 2009
Dość kradzieży!
Wyczytałem w Gazecie Wyborczej o nowej w funkcji w strukturach ośrodków opieki społecznej. Mianowicie powoływani do życia są tzw. asystenci rodziny. Oto, co pisze Wyborcza o samym szkoleniu: Dziewięć dni w czterogwiazdkowym hotelu ze spa w Kudowie-Zdroju. Obiad obowiązkowo trzydaniowy. I nie więcej niż 3,5 godziny zajęć dziennie. Tak Dolny Śląsk podnosi kwalifikacje pracowników pomocy społecznej do pracy z rodzinami zagrożonymi patologią.
A oto obowiązki asystenta rodziny: Asystent Rodziny będzie miał pod opieką osiem, dziesięć rodzin. Ma pomagać w codziennym życiu: płacić rachunki, pomóc napisać podanie do urzędu, dopilnować, by dzieci miały czysty dom.
Życie przeciętnej rodziny w Polsce wygląda czasami tak: życie od pierwszego do pierwszego, oszczędzanie na wszystkim, wykonywanie obowiązków rodzinych po pracy, czasem w skrajnym zmęczniu. Obłożenie podatkami tej rodziny to: 19% podatku dochodowego, 22% podatku VAT od zakupionych produktów i usług, składka na ubezpieczenie zdrowotne, emerytalne i rentowe, akcyza w paliwie, inne drobniejsze opłaty. Średnio wychodzi, że pracujący członek rodziny przeznacza na podatki, opłaty urzędowe i obowiązkowe ubezpieczenia ponad 80% swoich dochodów.
Aparat państwowy zaś pieniądze wydarte siłą skromnie żyjącym polskim rodzinom przeznacza na szkolenie asystentów rodziny, akcje społeczne, informacyjne, tworzenie stanowisk-synekur, wspieranie programów społecznych, które pogłębiają rozkład rodziny i zgubną indoktrynację młodzieży.
Kompletnie nieskuteczny i absolutnie niewydolny mechanizm tzw. pomocy społecznej pochłania i marnotrawi ogromne sumy pieniędzy, pieniędzy, które należą się wspomnianej przeze mnie, ciężko pracującej rodzinie, aby mogła od czasu do czasu odetchnąć i pozwolić sobie na drobne przyjemności.
Polityka, którą obserwujemy, konsekwentnie prowadzi do pogłębienia patologii - bowiem zjawiska dotowane, upowszechniają się. Konsekwentnie prowadzi się również politykę osłabienia rodziny: osłabienia ekonomicznego - poprzez grabież w postaci zuchwale wysokich podatków, oraz moralnego - poprzez permanentne nadawanie wszelakich przywilejów patologiom, odbieranie ich zaś zwyczajnym rodzinom, a także osłabienia mentalnego - które dokonuje się za pomocą jadowitej propagandy, która stara się wyzuć nadchodzące pokolenie z tradycyjnych wartości.
Widzę zatem palącą potrzebę intensywnej edukacji społeczeństwa tak, aby uodpornić przynajmniej niektórych przed nadchodzącą zarazą trockizmu.
A oto obowiązki asystenta rodziny: Asystent Rodziny będzie miał pod opieką osiem, dziesięć rodzin. Ma pomagać w codziennym życiu: płacić rachunki, pomóc napisać podanie do urzędu, dopilnować, by dzieci miały czysty dom.
Życie przeciętnej rodziny w Polsce wygląda czasami tak: życie od pierwszego do pierwszego, oszczędzanie na wszystkim, wykonywanie obowiązków rodzinych po pracy, czasem w skrajnym zmęczniu. Obłożenie podatkami tej rodziny to: 19% podatku dochodowego, 22% podatku VAT od zakupionych produktów i usług, składka na ubezpieczenie zdrowotne, emerytalne i rentowe, akcyza w paliwie, inne drobniejsze opłaty. Średnio wychodzi, że pracujący członek rodziny przeznacza na podatki, opłaty urzędowe i obowiązkowe ubezpieczenia ponad 80% swoich dochodów.
Aparat państwowy zaś pieniądze wydarte siłą skromnie żyjącym polskim rodzinom przeznacza na szkolenie asystentów rodziny, akcje społeczne, informacyjne, tworzenie stanowisk-synekur, wspieranie programów społecznych, które pogłębiają rozkład rodziny i zgubną indoktrynację młodzieży.
Kompletnie nieskuteczny i absolutnie niewydolny mechanizm tzw. pomocy społecznej pochłania i marnotrawi ogromne sumy pieniędzy, pieniędzy, które należą się wspomnianej przeze mnie, ciężko pracującej rodzinie, aby mogła od czasu do czasu odetchnąć i pozwolić sobie na drobne przyjemności.
Polityka, którą obserwujemy, konsekwentnie prowadzi do pogłębienia patologii - bowiem zjawiska dotowane, upowszechniają się. Konsekwentnie prowadzi się również politykę osłabienia rodziny: osłabienia ekonomicznego - poprzez grabież w postaci zuchwale wysokich podatków, oraz moralnego - poprzez permanentne nadawanie wszelakich przywilejów patologiom, odbieranie ich zaś zwyczajnym rodzinom, a także osłabienia mentalnego - które dokonuje się za pomocą jadowitej propagandy, która stara się wyzuć nadchodzące pokolenie z tradycyjnych wartości.
Widzę zatem palącą potrzebę intensywnej edukacji społeczeństwa tak, aby uodpornić przynajmniej niektórych przed nadchodzącą zarazą trockizmu.
28 wrz 2009
Co sybolizuje pomnik "czterech śpiących"?

17 września obchodziliśmy 70 rocznicę napadu ZSRR na Polskę. 1 września zaś mogliśmy wysłuchać przemówienia W. Putina, w którym przedstawił swoją ocenę faktów historycznych. W środowisku polskim pojawiają się głosy sprzeczne ze sobą: jedni traktują ZSRR na równi z Niemcami, a okupację radziecką nazywają holokaustem. Inni, jeśli już nawet nie uważają sowietów za wyzwolicieli, to przynajmniej nie odmawiają im zasług w dziele zakończenia II wojny światowej.
Na warszawskiej Pradze stoi Pomnik Braterstwa Broni, przedstawiający figury żołnierzy polskich i sowieckich, upamiętniając wkład jednych i drugich w dzieło pokonania hitlerowskich Niemiec. Przez mieszkańców Warszawy pomnik ten nazywany jest pomnikiem czterech śpiących, ze względu na pochylone głowy żołnierzy, którzy zdają się uciąć sobie drzemkę. Ale nie o tym mowa. Mowa o tym, że pojawiają się głosy postulujące rozbiórkę pomnika oraz głosy, które na to się nie godzą.
Jak ocenić postawę ZSRR w czasie II wojny światowej i tuż po niej? Jaki stosunek może mieć Polak wobec sowieckich żołnierzy, których nie mało zginęło na terenie Polski?
Po pierwsze nie można zapomnieć o faktach i fakty same w sobie oddzielić od interpretacji ich samych. Fakty są takie, że Rosja a potem Związek Sowiecki zawsze ostrzyły sobie zęby na Polskę. Nie inaczej było w okresie międzywojennym, na co wskazuje atak armii sowieckiej w roku 1920 r. Kolejnym faktem jest to, że Polska nie posiadała żadnego paktu podpisanego z Niemcami, skierowanego przeciwko ZSRR, za co Federacja Rosyjska może być Polakom wdzięczna, bo to krew Polaków uchroniła Rosję przed poważnymi kłopotami. Dalej, nie ulega wątpliwości, że 17 września 1939 r. wojska rosyjskie nie tylko wkroczyły, ale również napadły na Polskę, o czym świadczą groby pomordowanych oficerów w Katyniu i innych miejscowościach. I ostatni fakt, że od czasu wkroczenia wojsk sowieckich do czasu ich ostatecznego wycofania na początku lat 90 XX wieku, Polska była zdominowana, jeśli nie okupowana przez ZSRR, a dominacja ta odbiła się niekorzystnie na kondycji kulturalnej, ekonomicznej i społecznej naszego kraju, pochłonęła też niemało ofiar.
Pomimo powyższych faktów należy powiedzieć, że nie można postawić znaku równości pomiędzy agresją niemiecką i sowiecką. Były one zupełnie inne, inne były również ich skutki.
Po pierwsze agresja niemiecka, gdyby się nie zakończyła, grozić mogłaby biologicznej eksterminacji narodu. Skala zbrodni dokonana na ludności cywilnej przez Niemców była nieprawdopodobna. Agresja sowiecka, była mniejszym złem, i prawdopodobnie pozwoliła przetrwać narodowi najgorszy okres.
Podam taki przykład: załóżmy, że masz zamiar polecieć na wakacje, ale w drodze na lotnisko ktoś ukradł ci pieniądze i bilety. Z wakacji nici. Wracasz do domu, włączasz telewizor, a tam informacja, że samolot, którym miałeś polecieć wysadzili terroryści. I facet, od którego dostałeś w nos, i terroryści, którzy wysadzili samolot, to bandyci, ale różnej miary, różnego pokroju. Paradoksalnie można również stwierdzić, że pierwszy bandyta ochronił cię przed drugim.
Żołnierze radzieccy, którzy napadli na Polskę, przynieśli wyzwolenie od niemieckiego nazizmu. Wolności z całą pewnością nam nie przynieśli, być może dlatego, że sami jej nie mieli. Po zakończeniu wojny, Polska, choć była krajem satelickim, zachowała swoje symbole narodowe, język, swobodę w wielu dziedzinach życia społecznego, co przy okupacji niemieckiej było niemożliwe.
Na warszawskiej Pradze stoi Pomnik Braterstwa Broni, przedstawiający figury żołnierzy polskich i sowieckich, upamiętniając wkład jednych i drugich w dzieło pokonania hitlerowskich Niemiec. Przez mieszkańców Warszawy pomnik ten nazywany jest pomnikiem czterech śpiących, ze względu na pochylone głowy żołnierzy, którzy zdają się uciąć sobie drzemkę. Ale nie o tym mowa. Mowa o tym, że pojawiają się głosy postulujące rozbiórkę pomnika oraz głosy, które na to się nie godzą.
Jak ocenić postawę ZSRR w czasie II wojny światowej i tuż po niej? Jaki stosunek może mieć Polak wobec sowieckich żołnierzy, których nie mało zginęło na terenie Polski?
Po pierwsze nie można zapomnieć o faktach i fakty same w sobie oddzielić od interpretacji ich samych. Fakty są takie, że Rosja a potem Związek Sowiecki zawsze ostrzyły sobie zęby na Polskę. Nie inaczej było w okresie międzywojennym, na co wskazuje atak armii sowieckiej w roku 1920 r. Kolejnym faktem jest to, że Polska nie posiadała żadnego paktu podpisanego z Niemcami, skierowanego przeciwko ZSRR, za co Federacja Rosyjska może być Polakom wdzięczna, bo to krew Polaków uchroniła Rosję przed poważnymi kłopotami. Dalej, nie ulega wątpliwości, że 17 września 1939 r. wojska rosyjskie nie tylko wkroczyły, ale również napadły na Polskę, o czym świadczą groby pomordowanych oficerów w Katyniu i innych miejscowościach. I ostatni fakt, że od czasu wkroczenia wojsk sowieckich do czasu ich ostatecznego wycofania na początku lat 90 XX wieku, Polska była zdominowana, jeśli nie okupowana przez ZSRR, a dominacja ta odbiła się niekorzystnie na kondycji kulturalnej, ekonomicznej i społecznej naszego kraju, pochłonęła też niemało ofiar.
Pomimo powyższych faktów należy powiedzieć, że nie można postawić znaku równości pomiędzy agresją niemiecką i sowiecką. Były one zupełnie inne, inne były również ich skutki.
Po pierwsze agresja niemiecka, gdyby się nie zakończyła, grozić mogłaby biologicznej eksterminacji narodu. Skala zbrodni dokonana na ludności cywilnej przez Niemców była nieprawdopodobna. Agresja sowiecka, była mniejszym złem, i prawdopodobnie pozwoliła przetrwać narodowi najgorszy okres.
Podam taki przykład: załóżmy, że masz zamiar polecieć na wakacje, ale w drodze na lotnisko ktoś ukradł ci pieniądze i bilety. Z wakacji nici. Wracasz do domu, włączasz telewizor, a tam informacja, że samolot, którym miałeś polecieć wysadzili terroryści. I facet, od którego dostałeś w nos, i terroryści, którzy wysadzili samolot, to bandyci, ale różnej miary, różnego pokroju. Paradoksalnie można również stwierdzić, że pierwszy bandyta ochronił cię przed drugim.
Żołnierze radzieccy, którzy napadli na Polskę, przynieśli wyzwolenie od niemieckiego nazizmu. Wolności z całą pewnością nam nie przynieśli, być może dlatego, że sami jej nie mieli. Po zakończeniu wojny, Polska, choć była krajem satelickim, zachowała swoje symbole narodowe, język, swobodę w wielu dziedzinach życia społecznego, co przy okupacji niemieckiej było niemożliwe.
Chciałbym również wskazać na pewien fakt, który umyka zwykle komentatorom. Mianowicie po pokonaniu hitlerowskich Niemiec, odbyły się dwie parady zwycięstwa: sowiecka w Moskwie, zachodnich aliantów w Londynie. Proszę pamiętać, że Sowieci pozwolili przemaszerować w swojej paradzie wybranym oddziałom tzw. armii Berlinga, a na paradę w Londynie nikt Polaków nie zaprosił! Na Reichstagu w Berlinie dowódcy radzieccy pozwolili również, aby obok flagi sowieckiej powiewała flaga polska. To bardzo znamienny fakt.
Dlatego pozostawiam sumieniu każdego to, jak będzie spoglądał na pomnik czterech śpiących. Dla mnie ten pomnik nie jest ani pomnikiem chwały żołnierza armii czerwonej, ani też pomnikiem, który wzbudzałby we mnie szczególną niechęć. Być może jest to dla mnie czasem pomnik bezradności, pamiątka tego, że gdyby nie przestępcy ze wschodu, mogłoby nas już nie być.
Etykiety:
historia,
patriotyzm,
polska,
społeczeństwo
26 wrz 2009
Blog multimedialny - 2009.09.26
Zniechęcenie? Nie masz siły podjąć się realizacji swoich planów? Uważasz, że to nie ma najmniejszego sensu? Posłuchaj, co ma do powiedzenia pastor Marian Biernacki. Polecam jego kazanie "Nie daj się zniechęcić."
http://www.audio.protestanci.org/licznik.php?numer=229
Waga: 23 MB
http://www.audio.protestanci.org/licznik.php?numer=229
Waga: 23 MB
25 wrz 2009
Czy chcesz, aby państwo wychowywało twoje dzieci?

Od czasu do czasu piszę o tym, że coraz bardziej dostrzegam sygnały o budowaniu społeczeństwa totalitarnego. Dziś przeczytałem na portalu Dziennik.pl taki oto artykuł na temat przemocy w rodzinie: To, że Polacy krzywdzą swe dzieci karząc je klapsami lub wymierzając im pasy jest faktem. Niestety zjawisko to nie zmniejsza się, lecz upowszechnia, a dowodem na to są policyjne statystyki oraz wywiady środowiskowe. I nie chodzi o wywiady w patologicznych rodzinach, lecz o próby rozeznania się, jak wychowuje się dzieci w typowych polskich domach.
Zaczęło się od wydłubywania bardzo drastycznych wydarzeń, kiedy rodzice znęcali się nad swoimi dziećmi, doprowadzając czasami do bardzo poważnych uszkodzeń ciała. Oczywiście wypadki takie są incydentalne w skali całego społeczeństwa, ale właśnie podstawową metodą działania propagandy totalitarnej jest to, że pojedyncze wypadki służą za pretekst to zaostrzenia kontroli w stosunku do ogółu. Pod hasłem walki z pedofilami, inwigilowane mogą być wszystkie prywatne komputery, pod hasłem walki z patologiczną przemocą wobec dzieci, zaczęły się pojawiać wywiady środowiskowe nie tylko w patologicznych rodzinach... Jeśli nie w patologicznych, to w jakich? We wszystkich! Wszak autor artykułu pisze o "typowych polskich domach."
Już teraz urzędnik państwowy wraz z policjanetem może przeprowadzić wywiad środowiskowy: przyjść do twojego domu, aby ocenić, czy właściwie wychowujesz dzieci, rozmawiać z domownikami, przesłuchiwać twoje dzieci, wypytywać sąsiadów. Takie śledztwo w normalnych, polskich rodzinach nazywa się "próbą rozeznania się,jak wychowuje się dzieci w typowych polskich domach." To faktycznie próba. Próba generalna. Kiedy nastąpi premiera?
O co chodzi? Chodzi o to, że państwo totalitarne chce narzucić jeden model wychowania i terroryzmem przymusić rodzinę, aby ten model wychowania wypełniło. Chodzi o wykształcenie nowego typu człowieka i całkowite pozbawienie rodziny jakiejkolwiek suwerenności. Czy to możliwe? Możliwe! Takie zakusu nie są nowe i różne państwa w różnym czasie próbują taką kontrolę sprawować. A wszystko to dla dobra rodziny!
Totalitaryści nie rozumieją, że żadna "typowa polska rodzina" ani tej pomocy nie potrzebuje, ani jej nie chce. To jednak nie przeszkodzi IM szykanować, odbierać dzieci, zastraszać, uczyć "tolerancji" i pod przymusem, w totalitarnych szkołach narzucać swój jedynie słuszny światopogląd.
Etykiety:
państwo,
rodzina,
społeczeństwo,
totalitaryzm
23 wrz 2009
Obrażona Alicja Tysiąc.
Pani Alicja Tysiąc wnioskowała o przerwanie ciąży ze względów zdrowotnych. Obawiała się bowiem, że może w skutek porodu stracić swój wzrok. Ponieważ żaden lekarz nie chciał podjąć się takiego zabiegu, wytoczyła ona proces państwu polskiemu przed sądem niemieckim (tzw. Trybunałem Europejskim).
Tym razem pozwała do sądu redaktora naczelnego Gościa Niedzielnego. Czasopismo to opublikowało bowiem szereg artykułów na temat apologii życia, którymi to artykułami p. Tysiąc poczuła się urażona.
Jak donoszą media p. Tysiąc proces wygrała i otrzyma 30 tysięcy odszkodowania.
Pierwsze stwierdzenie, które obraziło Alicję Tysiąc to to, że nie chciała ona swojego dziecka. A zatem terroryzowani przez aborcjonistów chrześcijanie winni teraz twierdzić i wyznawać, że aborcja jest wyrazem gorącego pragnienia, by dziecię przyszło na świat! Matka tak pragnie ujrzeć swoje dzieciątko, że przyspiesza wręcz zabiegiem aborcyjnym jego... jak by to powiedzieć... pojawienie się na tym świecie.
Dość tej hipokryzji! Oczywistą rzeczą jest, że ktoś, kto przerywa ciążę, nie chce dziecka. To jedno, a drugie to to, z jakiego powodu nie chce, aby dziecko się urodziło i żyło. Być może dlatego, że nie ma pieniędzy na utrzymanie, być może dlatego, że swoje własne życie ceni bardziej niż życie swojego dziecka i woli zabić je, by żyć samemu, a być może wierzy, że tak dla dziecka będzie lepiej. Nie wiem z jakiego powodu p. Tysiąc nie chciała, aby jej dziecko dalej żyło, fakt pozostaje faktem, że podjęła decyzję, aby to dziecko żyć przestało. Nie potępiamy p. Tysiąc, nie potępiamy też żadnego grzesznika na tym świecie, bo potępiać i sądzić będzie Bóg. Ale my chrześcijanie, będziemy zawsze mówić prawdę i nazywać rzeczy po imieniu.
Kolejna rzecz, jaka obraziła p. Tysiąc to stwierdzenie Gościa Niedzielnego, że otrzymała ona odszkodowanie za to, że nie pozwolono jej zabić swojego dziecka. Nie wiem, jak brzmiał pozew pani Tysiąc i jaka była sentencja wyroku. Fakt pozostaje faktem, pani Tysiąc chciała zabić swoje dziecko - być może ze smutkiem, być może z trudem, być może wywoływało to u niej ogromne rozterki i cierpienie. Nie zmienia to jednak faktu, że po analizie swojej sytuacji uznała, że lepiej, aby jej dziecko umarło, niż by ona miała ponieść jakąś szkodę, w tym przypadku utratę zdrowia lub życia. I żaden aborcyjny terrorysta nie zastraszy mnie, abym twierdził inaczej.
Ja wiem, że niektórzy chcą uspokoić swoje sumienie i nie chcą słuchać słów takich jak: zabić, morderstwo, zbrodnia itp. Woleliby byśmy posługiwali się eufemizmami i śmierć zastąpili słowem zaśnięcie, morderstwo eutanazją, zabicie dziecka aborcją albo lepiej przerwaniem ciąży (wszak tylko ciążę przerywają a z dzieckiem nic złego się nie dzieje!).
To sumienie nie zostanie jednak uspokojone. Na nas, chrześcijanach, ciąży obowiązek, aby uczyć i przypominać, co jest dobre, a co jest złe. Zabicie nienarodzonego dziecka jest złe, jest grzechem i obraża Boga!
Dzisiaj znów powraca temat bohaterstwa w wierze. Jeszcze żyją pastorzy, którzy przeszli ubeckie mordownie. Ich rodziny pozostawały bez środków do życia, a oni byli katowani w więzieniach. Kościół w Polsce cieszył się przez chwilę swobodą głoszenia Ewangelii, a dziś Bóg znów wzywa do odwagi w dawaniu świadectwa prawdzie. Ci bardziej bojaźliwi ulękną się pogróżek sądowych, grzywien, utraty pracy, a może nawet więzienia. Ale głęboko wierzę, że powstanie rzesza wiernych wyznawców, którzy mając przed oczami św. apostołów wołających "słuszna to rzecz słuchać raczej Boga niż ludzi", wytrwają w swoim postanowieniu.
Nikogo nie obrażamy, nikogo nie potępiamy, szanujemy każdego grzesznika, gdyż sami jesteśmy grzeszni i potrzebujemy zmiłowania Bożego. Od głoszenia prawdy i wiernego podążania za Chrystusem nie odwiedzie nas nikt. Non possumus!
Tym razem pozwała do sądu redaktora naczelnego Gościa Niedzielnego. Czasopismo to opublikowało bowiem szereg artykułów na temat apologii życia, którymi to artykułami p. Tysiąc poczuła się urażona.
Jak donoszą media p. Tysiąc proces wygrała i otrzyma 30 tysięcy odszkodowania.
Pierwsze stwierdzenie, które obraziło Alicję Tysiąc to to, że nie chciała ona swojego dziecka. A zatem terroryzowani przez aborcjonistów chrześcijanie winni teraz twierdzić i wyznawać, że aborcja jest wyrazem gorącego pragnienia, by dziecię przyszło na świat! Matka tak pragnie ujrzeć swoje dzieciątko, że przyspiesza wręcz zabiegiem aborcyjnym jego... jak by to powiedzieć... pojawienie się na tym świecie.
Dość tej hipokryzji! Oczywistą rzeczą jest, że ktoś, kto przerywa ciążę, nie chce dziecka. To jedno, a drugie to to, z jakiego powodu nie chce, aby dziecko się urodziło i żyło. Być może dlatego, że nie ma pieniędzy na utrzymanie, być może dlatego, że swoje własne życie ceni bardziej niż życie swojego dziecka i woli zabić je, by żyć samemu, a być może wierzy, że tak dla dziecka będzie lepiej. Nie wiem z jakiego powodu p. Tysiąc nie chciała, aby jej dziecko dalej żyło, fakt pozostaje faktem, że podjęła decyzję, aby to dziecko żyć przestało. Nie potępiamy p. Tysiąc, nie potępiamy też żadnego grzesznika na tym świecie, bo potępiać i sądzić będzie Bóg. Ale my chrześcijanie, będziemy zawsze mówić prawdę i nazywać rzeczy po imieniu.
Kolejna rzecz, jaka obraziła p. Tysiąc to stwierdzenie Gościa Niedzielnego, że otrzymała ona odszkodowanie za to, że nie pozwolono jej zabić swojego dziecka. Nie wiem, jak brzmiał pozew pani Tysiąc i jaka była sentencja wyroku. Fakt pozostaje faktem, pani Tysiąc chciała zabić swoje dziecko - być może ze smutkiem, być może z trudem, być może wywoływało to u niej ogromne rozterki i cierpienie. Nie zmienia to jednak faktu, że po analizie swojej sytuacji uznała, że lepiej, aby jej dziecko umarło, niż by ona miała ponieść jakąś szkodę, w tym przypadku utratę zdrowia lub życia. I żaden aborcyjny terrorysta nie zastraszy mnie, abym twierdził inaczej.
Ja wiem, że niektórzy chcą uspokoić swoje sumienie i nie chcą słuchać słów takich jak: zabić, morderstwo, zbrodnia itp. Woleliby byśmy posługiwali się eufemizmami i śmierć zastąpili słowem zaśnięcie, morderstwo eutanazją, zabicie dziecka aborcją albo lepiej przerwaniem ciąży (wszak tylko ciążę przerywają a z dzieckiem nic złego się nie dzieje!).
To sumienie nie zostanie jednak uspokojone. Na nas, chrześcijanach, ciąży obowiązek, aby uczyć i przypominać, co jest dobre, a co jest złe. Zabicie nienarodzonego dziecka jest złe, jest grzechem i obraża Boga!
Dzisiaj znów powraca temat bohaterstwa w wierze. Jeszcze żyją pastorzy, którzy przeszli ubeckie mordownie. Ich rodziny pozostawały bez środków do życia, a oni byli katowani w więzieniach. Kościół w Polsce cieszył się przez chwilę swobodą głoszenia Ewangelii, a dziś Bóg znów wzywa do odwagi w dawaniu świadectwa prawdzie. Ci bardziej bojaźliwi ulękną się pogróżek sądowych, grzywien, utraty pracy, a może nawet więzienia. Ale głęboko wierzę, że powstanie rzesza wiernych wyznawców, którzy mając przed oczami św. apostołów wołających "słuszna to rzecz słuchać raczej Boga niż ludzi", wytrwają w swoim postanowieniu.
Nikogo nie obrażamy, nikogo nie potępiamy, szanujemy każdego grzesznika, gdyż sami jesteśmy grzeszni i potrzebujemy zmiłowania Bożego. Od głoszenia prawdy i wiernego podążania za Chrystusem nie odwiedzie nas nikt. Non possumus!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
